Przyszła w dwóch aktach. Najpierw w sobotę o 11 – w wersji astronomicznej, dzień później pojawiła się w kalendarzu.

Początki wiosny bywają trudneMowa oczywiście o wiośnie. Klimat niby się ociepla, ale ostatni dzień zimy, czyli piątek, był faktycznie zimowy także u nas (fot. 1). Po południu solidnie sypnęło. Nocą zrobił się konkretny mróz. Nawet w sobotni ranek termometry wskazywały u nas temperatury niekojarzące się z wiosną czasów globalnego ocieplenia (fot. 2).

Pierwszego dnia wiosny, nawet i w godzinach popołudniowych, w wielu miejscach leżał jeszcze śnieg. My udaliśmy się na spacer, szukając marzann, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że z powodu specyficznego trybu nauki (wykonywane są one obecnie głównie w szkołach) z ich znalezieniem może być problem. Marzanny, a w zasadzie dwie Panie Wiosny, odnaleźliśmy pod Sportową Szkołą Podstawową nr 4 (fot. 3).

 

Dlaczego nie były to raczej marzanny? Kojarzymy je ze średnio urodziwymi kukłami symbolizującymi zmęczenie zimą i chęć jej przepędzenia. Postacie, które umieszczono pod budynkiem szkoły, swoją barwnością wyobrażają niewątpliwie wiosnę i szkoda byłoby je palić czy topić. Co ciekawe, obie Panie Wiosny stworzyły mikroklimat, ponieważ w ich bezpośrednim sąsiedztwie śladu po śniegu w sobotę już nie było. Powiedzmy sobie szczerze - tegoroczna zima była OK, w starym stylu, ale już jej dziękujemy. Do zobaczenia w grudniu.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.